Firma Sanas ogłosiła wprowadzenie na rynek narzędzia do tłumaczenia mowy w czasie rzeczywistym, które - według jej zapowiedzi - ma być pierwszym takim rozwiązaniem w branży obsługi klienta. Producent deklaruje, że technologia nie tylko tłumaczy, ale także zachowuje tożsamość głosową i emocjonalny wydźwięk wypowiedzi. Czy jednak rzeczywiście mamy do czynienia z przełomem?

Tłumaczenie „w czasie rzeczywistym” - ile w tym prawdy?

Według Sanas, ich system różni się od dostępnych na rynku rozwiązań, które najpierw zamieniają mowę na tekst, następnie tłumaczą, a potem przekształcają ją znów w mowę. Nowa technologia ma tłumaczyć bezpośrednio mowę na mowę, co ma eliminować opóźnienia. Producent nazywa to "prawdziwym tłumaczeniem w czasie rzeczywistym".

Choć brzmi to imponująco, firma nie udostępniła żadnych twardych danych ani niezależnych testów potwierdzających tę przewagę. Brakuje informacji o poziomie opóźnień, dokładności tłumaczeń czy skuteczności zachowania "emocjonalnego niuansu" - co w praktyce jest trudne do osiągnięcia nawet przez najbardziej zaawansowane modele językowe.

Dla kogo to rozwiązanie?

Sanas kieruje swoją ofertę nie tylko do globalnych BPO (czyli firm outsourcingujących obsługę klienta), ale także do przedsiębiorstw działających na rynkach wielojęzycznych - na przykład w krajach z dużą liczbą imigrantów. Tłumaczenie rozmów w języku ojczystym klienta może poprawić jego doświadczenie i zwiększyć lojalność. Tyle że na razie dostępne są jedynie dwie pary językowe: angielski-hiszpański oraz angielski-francuski.

Technologia, która „nie zmienia niczego”

Jednym z głównych argumentów Sanas jest to, że ich rozwiązanie nie wymaga zmian w infrastrukturze i nie wpływa na codzienny workflow zespołów obsługi. To może być atut - ale również sygnał, że narzędzie działa „nad” istniejącymi procesami, co może ograniczać jego skuteczność w bardziej złożonych środowiskach, gdzie tłumaczenie wymaga integracji z CRM, narzędziami do analizy sentymentu czy automatyzacją odpowiedzi.

Krytyka i kontrowersje

Sanas już wcześniej zdobyło rozgłos dzięki technologii tłumaczącej akcenty. Firma współpracuje z 12 z 20 największych światowych BPO. Jednym z klientów jest Teleperformance - partnerstwo to wywołało krytykę, ponieważ neutralizowanie akcentów zagranicznych konsultantów zostało odebrane przez część środowiska jako forma "językowej dyskryminacji" lub wręcz ukryty rasizm.

Sanas odpiera te zarzuty, powołując się na wzrost wskaźników satysfakcji klientów i zaangażowania agentów. Jednak dane nie zostały upublicznione, co utrudnia weryfikację efektów.

Marketing czy realna zmiana?

W komunikacie prasowym roi się od fraz takich jak "rewolucja", "nowa era komunikacji" czy "wow moment". Jednak bez niezależnych recenzji, testów i szerokiego zestawu wspieranych języków trudno mówić o technologii, która realnie zmienia zasady gry. Szczególnie że inne firmy - jak Google, Microsoft czy Zoom - od dawna pracują nad podobnymi rozwiązaniami, integrując je z własnymi platformami.

Podsumowując: Sanas z pewnością proponuje ciekawe i potencjalnie użyteczne rozwiązanie, ale dopóki nie zobaczymy konkretnych danych i testów w rzeczywistych środowiskach pracy, warto podchodzić do ich zapowiedzi z ostrożnością. W obsłudze klienta liczy się nie tylko technologia, ale również transparentność, etyka i skuteczność - a na te kwestie Sanas dopiero będzie musiał odpowiedzieć.