Dokładnie trzy dni temu TVP wyemitowała reportaż „Chodzi o pieniądze”, a już kolejna – lub być może nawet ta sama firma – w najlepsze telefonuje do Polaków z propozycją szybkiej inwestycji na giełdowych debiutach i sprawdzonych spółkach z „tendencją zwyżkową” notowań na amerykańskiej giełdzie.
Schemat działania
Schemat działania zawsze jest ten sam. Niewinny telefon, entuzjastycznie nastawiony telemarketer, który opowiada o giełdowym debiucie lub rewelacyjnym kursie i trendzie na giełdzie. Aby uwiarygodnić to, co mówi – prosi klienta o podejście do komputera, gdzie na serwisach giełdowych pokazuje aktualny kurs spółki, a w przypadku debiutów – informacje z polskich lub zagranicznych serwisów informacyjnych. Następnie telemarketer zachęca klienta do założenia konta na serwisie internetowym firmy. I zachęca do zainwestowania od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów.Klient przelewa pieniądze na podany na stronie rachunek, po czym może sprawdzić stan swojego „maklerskiego konta” na stronie firmowej brokera. Wpłacone środki broker, czyli ów telemarketer, inwestuje w akcje debiutującej spółki. W ciągu 1-2 dni kurs wędruje w górę, a klient zarabia. Nie może się jednak tak łatwo wycofać, bo telemarketer zachęca go do pozostawienia pieniędzy jeszcze przez 2-3 dni, aby zarobić więcej.
Obiecuje wycofać zainwestowane przez klienta środki w odpowiednim momencie. Jeśli klient się zgodzi – następnego dnia kurs spada, a klient traci nawet połowę wpłaconej kwoty. Telemarketer telefonuje ponownie i proponuje klientowi bonus w postaci pożyczki nawet kilku tysięcy dolarów. Klient się godzi – akceptując, że jest to pożyczka. Po tym kontakt z telemarketerem się urywa. A klient pozostaje z ujemnym kontem. W taki sposób jeden z klientów N. stracił 450 tys zł. Mirosława Rosołowska straciła ponad 120 tys. zł. Stracił też Henryk Pawłowski – kilkadziesiąt tysięcy złotych. Danuta Cioch-Głowacka zainwestowała w spółkę "E-tech". Zarobiła 600 USD, straciła kilkadziesiąt razy więcej.
Nasza rozmowa
My taki telefon odebraliśmy dzisiaj. Nie pierwszy raz, bo podobne telefony otrzymywaliśmy w połowie roku od zupełnie innej firmy, ale z identycznym schematem działania. Oto nagrania tych rozmów.Jak to działa od środka?
Mechanizm działania tego typu firm opisał dziennikarz serwisu Money.pl – Mateusz Ratajczak. – Na pierwszy rzut oka, to jest to w zasadzie zwykłe call center. Jakby ktoś powiedział, że sprzedają ofertę operatorów telefonów komórkowych i wchodząc tam w zasadzie nikt by się do niczego nie przyczepił. Ale historia zaczyna się dopiero wtedy, kiedy posłucha się co Ci konsultanci, sprzedawcy wciskają ludziom. Podstawą tego biznesu jest kłamstwo i manipulacja. Tylko od wyobraźnia konsultanta zależy ile procent zysku obieca. – mówi Ratajczak. Nam obiecano 20%. Podczas gdy oferowane akcje spółki w skali 1 roku podrożały o... 0,97%. Co istotne, telemarketer zapytany o licencję brokera w Komisji Nadzoru Finansowego, konsultanta początkowo mówi, że spółka takową ma, po czym podpytuje swojego zwierzchnika, czy to prawda – w tle słychać jego opodpowiedź. „Nie, nie mamy, ale powiedz o FCA”. Sprawdziliśmy to – w FCA spółka Vortex Assets także nie jest licencjonowana. KNF już w 2011 ostrzegał przed tego typu spółkami (http://www.knf.gov.pl/aktualnosci/2011/bez_licencji.html). Ale o tym za chwilę.
Skąd mają bazy?
Zadaliśmy pytanie o źródło, skąd telemarketer i firma Vortex ma do nas numer telefonu. Konsultantka nie potrafiła odpowiedzieć skąd ma numer – co więcej, poinformowała nas, że z pewnością braliśmy udział w jakimś konkursie albo gdzieś zgodziliśmy się na udostępnienie danych osobowych do celów marketingowych. W maju, gdy na jednym z for dyskusyjnych w sieci Internet pojawiły się przypuszczenia, że dane mogą wyciekać od firm pośredniczących w zakupie nieruchomości, inwestycji lub obsługi księgowej – udałem się na spotkania z doradcami w dwóch firmach pośredniczących w kredytach i inwestycjach oraz jednym banku z ofertą dedykowaną dla przedsiębiorców. I rzeczywiście – to właśnie z którejś z tych firm musiały wyciec dane, gdyż nigdy wcześniej nie korzystaliśmy z tego numeru i wykorzystaliśmy go wyłącznie do tego celu.O handlu bazami i ich nielegalnemu wykorzystaniu przez tego typu firmy mówił też dziennikarz Money.pl. Wówczas wymienione wcześniej firmy zdementowały tą informację. My – nabieramy słusznych podejrzeń o zbyt mały poziom bezpieczeństwa danych w tych firmach, bo ewidentnie ktoś z pracowników bazami handluje. To intratny biznes dla złodziei baz. Opłaca się mu, gdyż telemarketerzy często mają do dyspozycji bardzo szczegółowe dane. Przekonała się o tym wspomniana już Mirosława Rosołowska – doradca wiedział, że ona i jej syn mieli wolną gotówkę pochodzącą ze sprzedaży mieszkania. Nie wykluczone, że sprzedawca bazy zaznaczył taką informację, którą wcześniej wykradł z banku lub pośrednika kredytowego. Mateusz Ratajczak zauważył w swoim reportażu, że bazy trafiały do firmy typu Vortex nie tylko w Excelu, ale nawet w postaci wydruków na papierze.



