Szczeciński sąd pracy orzekł na początku maja, że należąca do koncernu Bertelsmann firma Arvato Services musi wypłacić byłemu konsultantowi prawie 4,5 tys. zł odszkodowania za dyskryminację w pracy.

- Wyrok nas zaskoczył. Będziemy się od niego odwoływać - zapowiedziała Małgorzata Kurc, reprezentująca przed sądem spółkę Arvato Services. Pod koniec marca 2006 roku zarząd firmy wprowadził zakaz używania języka polskiego w salach, w których obsługiwani są zagraniczni klienci.

Jeden z konsultantów tej firmy – Mirosław Michałowski zaprotestował przeciw temu i wkrótce potem dostał wypowiedzenie z pracy, jak twierdzi z powodu złamania zarządzenia kierownictwa firmy. Dyrekcja konsekwentnie temu zaprzeczała utrzymując, że nie było takiego zakazu, a przyczyna zwolnienia była zgoła inna. Michałowski żądał 40 tys. odszkodowania, sąd orzekł jednak, że dostanie 4426 zł.

Według sądu przedstawiona przez Michałowskiego wersja była jednak zbyt przejaskrawiona, choć zgodna z prawdą. A osoby odpowiedzialne za nadzór nad akcjami telemarketingowymi oraz organy wprowadzające nakaz karały w sposób nadmierny i niewłaściwy. Sędzia Monika Miller-Młyńska, przewodnicząca składu sędziowskiego wyjaśniła, że wszelkie działania podejmowane w stosunku do pracowników, które zakazują używania wybranego przez nich języka, a w szczególności języka ojczystego noszą znamiona molestowania i dyskryminacji.

Sąd był zdziwiony, że Michałowskiego zwolniono zaraz po tym, jak ten ogłosił, że sprawę wniesie do sądu pracy. Zdaniem sądu Arvato nie wykazało obiektywnych przyczyn zwolnienia, dlatego można przyjąć, że doszło w tym przypadku właśnie do dyskryminacji. Tuż przed rozprawą prawnik firmy – Małgorzata Kurc wyjaśniała dziennikarzom, że bezpośrednią przyczyną zwolnienia Michałowskiego było m.in. używanie telefonu komórkowego (w większości call center taki zakaz jest prowadzony, z uwagi na czułość sprzętu i komfort pracy współpracowników) oraz posługiwanie się wulgarnym słownictwem.

Jednocześnie poinformowała, że kierownictwo firmy nie zakazywało posługiwania się językiem polskim, a jedynie prosiło swoich pracowników o to, by w salach telemarketingowych rozmawiali w języku, w jakim obsługuje się kontrahentów. Na zwołanej w ubiegłym roku konferencji prasowej ówczesny dyrektor generalny Arvato - Janusz Jankowiak nie ukrywał, że są wywieszone informacje przed wejściem do sal operacyjnych z prośbą o używanie języka obcego, ale - jak podkreślał - nie było zakazu mówienia po polsku. Wyjaśniał też, że firmie chodziło wyłącznie o zapewnienie wysokiej jakości obsługi klientów zagranicznych i doskonalenie języka obcego.

Na podstawie: Puls Biznesu