Z jednej strony strażak, ratownik medyczny, pielęgniarka i lekarz, z drugiej youtuber, polityk, ksiądz i telemarketer.

Polacy ponownie wybrali. Ranking prestiżu zawodów obejmujący blisko 40 kategorii, realizowany od trzech lat przez Instytut Badawczy SW Research, ukazuje pewną stabilność nie tylko w czołówce najbardziej poważanych profesji, ale również wśród specjalności zamykających zestawienie. W roku 2023, podobnie jak w latach ubiegłych, podium zdominowane jest przez dwa zawody: strażaka oraz ratownika medycznego. Pierwszy z nich cieszy się szacunkiem 84% Polaków, drugi – 83%. Trzecie miejsce od lat jest obszarem rywalizacji między zawodem pielęgniarki a lekarza; jednak w 2023 roku brąz przypadł pielęgniarkom, z wynikiem 75%. Pozostałe miejsca w czołówce zawodów cieszących się społecznym uznaniem zajęli kolejno: lekarze (74%), profesorowie wyższych uczelni (69%), farmaceuci (68%), górnicy (62%) oraz inżynierowie (60%).

Na drugim końcu są zawody, które cieszą się najmniejszym zaufaniem: twórcy internetowi, politycy, radni gminni i pracownicy call center. Dlaczego telemarketerzy są tak nisko w badaniu SW Research?

Telemarketing, nie tylko w Polsce, jest postrzegany negatywnie. Nie ufamy pracownikom tego sektora z kilku powodów. Po pierwsze, to wieloletnie zaniedbania w zakresie budowania wizerunku całej branży. Natarczywość niektórych telemarketerów stała się już niemalże kultowa. Brak empatii w obsłudze klienta i zasady trzykrotności zbicia obiekcji to tylko kilka elementów wpływających na postrzeganie tego zawodu przez przeciętnego Kowalskiego.

Przez wiele lat odbieraliśmy telefony od telesprzedawców, którzy mówili, że zamiast oferty – mają propozycje. Zamiast sprzedaży – chcą rozwiązać nasze problemy.

Telemarketing był też (i nadal jest) źródłem wielu skarg i kontrowersji. Istnieje wiele historii o oszustwach telefonicznych, w wyniku których konsumenci stracili pieniądze. Dlatego wielu ludzi jest naturalnie nieufnych w stosunku do ofert prezentowanych przez telefon.

I wreszcie, masowość telemarketingu oraz brak nawiązywania osobistych relacji z klientami po drugiej stronie słuchawki – słowem, brak, często nawet minimalnej, personalizacji.

Kolejnym powodem, dla którego nie ufamy telemarketerom, są pojawiające się nieścisłości oraz błędy. Czymś naturalnym bywały podwójne telefony od tego samego przedstawiciela i w przeszłości dość często zdarzało się, że klient słyszał od różnych telemarketerów różne odpowiedzi. I to prawda – telemarketerzy nie zawsze dostarczają nam, konsumentom, dokładnych informacji. Dzieje się to szczególnie w projektach outbound (sprzedażowych). To prowadzi do nieporozumień i późniejszych problemów (np. podczas składania reklamacji). I to stanowi kolejny kamień do ogródka braku zaufania.

Nawet sam fakt, że konsument rozmawia z nieznanym sobie telemarketerem, może być uznany jako kolejny element wpływający na postrzeganie tego zawodu. Kiedy odbieramy telefon od nieznanego numeru i rozmawiamy z osobą, której nie znamy, może to wzbudzać nieufność. Nie wiemy, czy osoba po drugiej stronie jest rzeczywiście przedstawicielem firmy, o której mówi, czy może próbuje nas oszukać.

W przeciwieństwie do zakupów online, gdzie klienci mogą szybko sprawdzić opinie o produkcie czy firmie, w przypadku telemarketingu takie weryfikowanie informacji jest trudniejsze w czasie rzeczywistym.

Czy zawód pracownik call center/telemarketer będzie kiedyś bardziej poważanym zawodem? Obawiam się, że niestety tylko wówczas, gdy zastąpią go maszyny.