Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy deregulacyjnej w ubezpieczeniach to cios w nowoczesność. Pod płaszczykiem ochrony wykluczonych cyfrowo, głowa państwa konserwuje archaiczny system, w którym klient zmuszony jest tonąć w papierowej korespondencji, zamiast załatwić sprawę jednym kliknięciem.
W miniony piątek prezydent Karol Nawrocki zdecydował się nie podpisywać ustawy, która miała zrewolucjonizować – a właściwie znormalizować – sposób komunikacji na linii ubezpieczyciel–klient. Weto zostało uzasadnione troską o obywateli, którzy mogliby przeoczyć ważny e-mail lub SMS i tym samym stracić prawo do odszkodowania. Argument ten, choć brzmi szlachetnie, w zderzeniu z rzeczywistością roku 2026 wydaje się całkowicie chybiony, a wręcz szkodliwy dla większości konsumentów.
Iluzoryczna ochrona, realne utrudnienia
Zablokowane przepisy nie narzucały nikomu cyfryzacji siłą. Kluczowym założeniem nowelizacji była dobrowolność. To klient miał decydować: "tak, chcę otrzymywać pisma na maila" lub "wolę tradycyjne listy". Prezydenckie weto odebrało Polakom ten wybór. W efekcie, w imię ochrony grupy osób niekorzystających z technologii, ukarano miliony cyfrowych obywateli, którzy od dawna żyją w świecie on-line.
Sytuacja jest kuriozalna. Obecne przepisy, które dzięki wetu pozostaną w mocy, konserwują stan prawny nieprzystający do dzisiejszych realiów. Klient, który świadomie wybrałby szybką ścieżkę elektroniczną, zostaje przez państwo "uszczęśliwiony na siłę" powolną pocztą tradycyjną w kluczowych momentach procesu likwidacji szkody.
Skansen na tle cyfrowej Polski
Klienci towarzystw ubezpieczeniowych słusznie czują się zdezorientowani. Żyjemy w kraju, w którym:
- umowę z operatorem komórkowym można zmienić w aplikacji
- sprawy urzędowe załatwia się przez mObywatela czy ePUAP
- przelewy bankowe i kredyty to kwestia kilku tapnięć w ekran smartfona
Tymczasem sektor ubezpieczeń, przez decyzję Pałacu Prezydenckiego, pozostaje w legislacyjnym skansenie. Argumentacja prezydenta Nawrockiego o "wzmacnianiu korporacji kosztem obywateli" pomija fakt, że dla współczesnego klienta to właśnie konieczność fizycznego odbioru listu poleconego jest największym utrudnieniem i "kosztem" czasowym.
Weto przeciwko wygodzie
Krytycy decyzji prezydenta podkreślają, że utrzymanie papierowego status quo jest nieekologiczne, nieekonomiczne, ale przede wszystkim – nielogiczne. Nowoczesne państwo powinno dawać obywatelowi narzędzia do wyboru formy kontaktu, a nie traktować go jak dziecko, które nie potrafi obsłużyć skrzynki mailowej.
Zamiast deregulacji i ułatwienia życia, mamy więc dalszy ciąg biurokracji. Prezydenckie weto, które miało być tarczą ochronną, stało się w rzeczywistości barierą odgradzającą polski rynek ubezpieczeń od standardów XXI wieku. Klienci, zamiast szybkiej informacji na smartfonie, nadal będą wypatrywać listonosza.



