“Trumpa” załatwili w 7 minut

Pracownicy warszawskiego salonu MacLife, zajmującego się naprawą sprzętu marki Apple nie kryli swojego zdziwienia, gdy w minioną środę tuż przed ósmą do lokalu weszła grupa agentów Secret Service w towarzystwie prezydenta Stanów Zjednoczonych – Donalda Trumpa.

Pracownicy warszawskiego salonu MacLife, zajmującego się naprawą sprzętu marki Apple nie kryli swojego zdziwienia, gdy w minioną środę tuż przed ósmą do lokalu weszła grupa agentów Secret Service w towarzystwie prezydenta Stanów Zjednoczonych – Donalda Trumpa.

O tym, jak załatwiono problem Trumpa i jego żony ekipa MacLife zdążyła się pochwalić na swoim facebookowym profilu.

Co się stało! Nam to zawsze coś się przytrafi w takie dni jak ten dzisiejszy…

Salon MacLife na Puławskiej pracuje od godziny 8:00, ale wiadomo, że zawsze jest się wcześniej (uruchomić sprzęty, przetrzeć kurze i sprzątnąć podłogę, takie tam). I o tej 7:55 ktoś zaczyna pukać w witrynę. Tomek który jest na rano patrzy, a tam 3 gości w marynarkach, okularach z poważnymi minami którzy równie dobrze mogliby przyjść “popełnić jego samobójstwo” stoi i subtelnie machają żeby podszedł do drzwi. Odblokowuje zamek, otwiera im drzwi, panowie zaczynają wchodzić i rozglądać się po salonie. Z trzech osób zrobiło się chyba piętnaście!

Sytuacja niespotykana, bo oni chodzą i czegoś szukają, nie mówią nam o co chodzi tylko wołają jakiegoś “Klir”. Myślimy sobie – no dobra, nie znajdą tego Klira i sobie pójdą. Jednak nasze niedoczekanie… Po minucie takiego zamieszania wchodzi kolejnych czterech wysokich panów z czego ten z tyłu w środku to nie kto inny, a Donald Trump!

REKLAMA

Gdyby kilka lat wcześniej nie zdarzyła się podobna sytuacja z inną osobą to chyba nadal byśmy nie uwierzyli w to co widzieliśmy. Ale mamy już duuuuże doświadczenie w rozwiązywaniu niestandardowych problemach i pracy dla różnych ludzi i korporacji. Pan prezydent wszedł rozglądając się na boki, patrząc do góry i robiąc dziwną przytakującą minę której nie jesteśmy w stanie precyzyjnie opisać po czym powiedział:

„God Bless America and all MacLife too”

W jednej chwili przestaliśmy zauważać ten tłum “smutnych panów”, mieliśmy wrażenie, że jesteśmy tylko my i prezydent. Po krótkiej wymianie uprzejmości dowiedzieliśmy się, że w nocy w hotelu miał miejsce mały incydent. Otóż żonie prezydenta upadł iPhone 7 w kolorze rose gold na drewnianą podłogę tak niefortunnie, że stłukła się szyba. Zrozumieliśmy powagę sytuacji, odpowiedzieliśmy p. Donaldowi, że dla nas taka naprawa to nie problem i standardem MacLife jest wykonywanie takiej usługi w czasie krótszym niż godzina. Tu ze względu na nietypowy “klimat” i fakt, że telefon i tak jest zablokowany kodem zrezygnowaliśmy z przeprowadzania testów przed i po naprawie, więc całość zamknęła się w 7 minutach. Co przez te 7 minut gdy technik realizował naprawę usłyszeliśmy to nasze i nie możemy tu napisać. Ale powiemy tylko, że było bardzo miło 🙂

Po oddaniu telefonu w ręce prezydenta (Pierwszej Damy nie było z nim) wymieniliśmy solidne uściski dłoni i spojrzenia. Mąż Stanu odwrócił się i wyszedł na zewnątrz. Wraz z przekroczeniem progu przez prezydenta reszta panów elegancko i po cichu się rozpłynęła.

A teraz koniecznie przeczytaj:

“Trump” odwiedził call center, czyli jak wykorzystać fakty do reklamy firmy (część 1)

1 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *