Voicetel Communications nie wyklucza przeprowadzki na główny parkiet GPW

Ubiegłoroczny debiutant giełdowy na rynku NewConnect – firma Voicetel Communications – już wkrótce może zadebiutować na głównym parkiecie warszawskiej giełdy.

Ubiegłoroczny debiutant giełdowy na rynku NewConnect – firma Voicetel Communications – już wkrótce może zadebiutować na głównym parkiecie warszawskiej giełdy.

Od chwili debiutu tej gdańskiej spółki akcje podrożały o prawie 500 procent. Dziś kapitalizacja spółki (czyli jej wartość rynkowa) wynosi ponad 200 mln zł. Z roku na rok podwaja przychody i zyski. W 2015 miała 140% r/r, a w trzecim kwartale 2016 aż 180%. Już sam ten fakt powoduje, że spółka może się cieszyć bardzo dużym zainteresowaniem także na głównym parkiecie.

A z wejściem nie powinni mieć większych problemów, gdyż podstawowym wymogiem formalnym, który spółka musi spełniać, aby w ogóle myśleć o debiucie na głównym rynku GPW, jest kapitalizacja – nie mniejsza niż 12 mln EUR. Voicetel ma ponad 45 mln Euro.

W rozmowie z CCNEWS.pl w grudniu ub. roku Dawid Wójcicki, prezes spółki powiedział, że spółka prowadzi szereg prac związanych z rozbudową oferowanych przez spółkę systemu.

– Prowadzimy już prace nad kolejnymi funkcjonalnościami samej usługi, ale także realizujemy projekty formatujące naszą usługę pod kątem zdefiniowanych grup procesów. A już w chwili obecnej jedna usługa Brilliance to setki możliwych zastosowań.
– Debiut na rynku głównym zwiększa wiarygodność spółki w oczach inwestorów. Prowadzimy obecnie kilka procesów produkcyjnych, na które potrzebne będą pieniądze. Niemniej nie podjęliśmy jeszcze decyzji, czy przenosinom będzie towarzyszyć emisja akcji – tłumaczy dziennikarzom Business Insider Polska – Krzysztof Płachta, wiceprezes Voicetel Communications.



Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts
Read More

Dzięki taksówkarzom Uber zanotował wzrost liczby klientów

W poniedziałek ruch uliczny w wielu miastach został zablokowany przez taksówkarzy protestujących przeciwko funkcjonowaniu w Polsce firmy Uber. Forma strajku okazała się jednak na tyle nieprzyjemna dla potencjalnych klientów taksówek, że jego końcowy efekt może być odwrotny do zamierzonego. Największym beneficjentem protestu przeciwko Uberowi okazuje się właśnie Uber.